Pod koniec marca pisałem w artykule do kwartalnika „Tatry”, że nie widać oznak nadchodzącej wiosny. Nie minęły trzy dni, a u podnóża Tatr zakwitły pierwsze krokusy i lepiężniki białe. Dziś, po 10 dniach kwietnia, spoglądam przez okno z mojego biura w siedzibie Tatrzańskiego Parku Narodowego przy ulicy Chałubińskiego i widzę szaleństwo godów żab trawnych i traszek. Wystarczyło kilka ciepłych dni, żeby wszystko co żyje przyłączyło się odwiecznego cyklu przyrody, cyklu życia. Sadzę, że wbrew temu, o czym wspominali Majowie, jakoby koniec świata miał nastąpić w grudniu 2012 roku, ów cykl trwać będzie jeszcze kilkaset milionów, a może miliardów lat.